sobota, 14 września 2013

PLOTY, ZAZDROŚĆ, ŻARCIE

Blogownice jako że żadnego chłopa tu z nami nie ma, był Fallar ale nie zagląda, to Lidka dała dziś pomysł o plotach, czyli będziemy obgadywać sąsiadów, może coś z serii jak dobrze mieć sąsiada, podzielimy trochę włos na czworo i będzie o zazdrości, a jak co to potem o żywności , czyli co jeść aby się nie potruć od tej chemii :)
Jak co możecie już zaczynać, ja  za niedługo wracam :)

Nowych chętnie też przyjmiemy w WYSOKIE NASZE PROGI :))) I ZAPRASZAMY DO DYSKUSJI :)

46 komentarzy:

  1. Dobry Wieczor! Widze, ze znow jestem pierwsza w dyskusji :) (aby nie jedyna :/).
    Ploty to dla to samo co płoty czyli zywoploty (ostatnio specjalizuje sie w ich przycinaniu bo wyrastaja zanadto).
    Zazdrosc - doszukuje sie w niej sily napedowej ludzi do wielu akcji zyciowych, do rozwoju swojej kreatywnosci aby dorownac obiektowi zazdrosci.
    Zarcie czyli jedzenie - zdaje sobie sprawe z tego, ze w obecnych czasach nie obejdzie sie bez chemi - radze sobie w ten sposob, ze nie przywiazuje sie do jakiegos produktu ale zmieniam i spozywam w malych ilosciach roznych wytworcow (omijam tych najbardziej sie reklamujacych)- wydaje mi sie wtedy, ze trafiam na zdrowsze przetwory czasem i daje wlasnemu organizmowi mozliwosc przyzwyczajenia sie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spokojnie droga eM :) nie jedyna, liczę że temat na następną dyskusję będzie należał do Ciebie.
      Lidce bardzie chodziło o plotki sąsiedzkie, wszak zawsze jakiś sąsiadów mamy.

      Usuń
  2. Zazdrość paskudne uczucie dopada wszystkich, na różnych płaszczyznach życia, może być i kreatywna jak i niszcząca.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja to jakaś dziwna jestem - najczęściej się cieszę, że komuś się wiedzie. Pewnie byłabym zazdrosna o Archanioła, ale na szczęście nie muszę. Czasami jest mi szkoda, że w zdobywanie różnych rzeczy muszę włożyć więcej wysiłku niż inni i, że jest mi nieraz bardzo ciężko, jednak nie ma to nic wspólnego z zazdrością - ot zwykłe użalanie się nad sobą.

      Usuń
  3. Ja jestem dość odporna i raczej rzadko mnie to uczucie dosięga no chyba, że dopada mnie chwila słabości...Ostatnio tak miałam gdy sąsiedzi sobie założyli kute ogrodzenie, którego malować nie trzeba a ja akurat zauważyłam odprysk i to spory na mojej furtce i przypomniałam sobie ostatnie malowanie czyli ogrom wysiłku i posklejane włosy a tu nowe się już kłania...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Albo taki obrazek jak zasuwam po kostki w śniegu bo mi się węgiel skończył a koleżanka się do mnie uśmiecha w przenośni oczywiście taka co ma centralne na gaz. Zero pracy, brudu i wysiłku a ciepło. Nawiasem mówiąc ja gazu nie chcę mieć bo piece lubię bo dają klimat...

      Usuń
    2. Piec węglowy daje klimat, zaś gaz sprawia to że się człowiek nie narobi

      Usuń
    3. A jedzenie no cóż staram się sporo przygotowywać w domu czy to przetworów, czy wypieków czy pieczywa a nawet mięsa na kanapki. Nie wszystko jednak można niestety bo np. używam kostki bulionowe czyli prawdziwą truciznę ale zupy na mięsie nie zjem, czasem też kupuję wędliny/dla męża/sery żółte i topione, makarony czy margaryny...Może to się z czasem zmieni bo przymierzam się do wyrobu serów i mam też zamiar wrócić do wyrobu kiełbas. W przyszłym roku jak dobrze pójdzie zakładam ogród warzywny a w tym roku mini sad...Chemii będzie mniej...

      Usuń
  4. Ploty o sąsiadach....kurcze, ja praktycznie nie znam swoich sąsiadów, zupełnie nic o nich nie wiem.
    Zazdrość....no bywa motywująca, ale jakoś kojarzy mi się z negatywnymi emocjami. Sama zazdroszczę niewielu rzeczy..ale np. zazdroszczę ładnych firan w oknach...no ;), aha zazdroszczę również pieca węglowego(kominka)...bo posiadam ogrzewanie gazowe ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Mam fajnych sąsiadów i często przez płot gadamy o różnościach, ale jakoś nigdy nie zeszło na obgadywanie innych. Właściwie, to niewiele wiem o sąsiadach ponadto, co sama rzadko zobaczę lub bezpośrednio usłyszę. Tego lata przyszedł do nas dzielnicowy pytać o jednych z pobliskich sąsiadów - ponoć ktoś tam kogoś krzywdzi - pyta mnie co wiem, a ja... nic nie wiem.
    A sposobem na żarcie jest własne przetwórstwo, a jeszcze lepiej własna hodowla. Z tym drugim mam oczywiście w mieście problem, ale kiedy sama coś robię (a staram się coraz więcej) to przynajmniej wiem, że nie dodaję tam benzoesanu sodu, i tego świństwa - glutaminianu potasu oraz wszystkich innych E, bez których przecież można się obejść.

    OdpowiedzUsuń
  6. Cześć dziewczyny :) Tak mi się z sąsiadami skojarzyło dziś rano, bo ja za swoimi nie przepadam. Mieszkam niestety w bloku i jest tak sobie. W sumie to ja ich nie lubię.
    Nie wszystkich oczywiście, ale tych, których słyszę, to nie lubię.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ale sie rozpisałam :P z powtórzeniami

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja w sumie jak czasem sąsiadów usłyszę to też ich nie lubię na szczęście rzadko ich słyszę więc mogę powiedzieć, że na ogół są mi obojętni...

    OdpowiedzUsuń
  9. Jakbym SŁYSZAŁA swoich sąsiadów, to też pewnie bym ich nie lubiła.

    OdpowiedzUsuń
  10. Soboty to jakis koszmar, bo każdemu wydaje sie, że odpoczynek polega na głośnym słuchaniu muzy, pitoleniu na organach i co nie tylko. Nie lubię sobót. I nie lubię tych ludzi.
    Macie szczęście, że swoich nie słyszycie, albo mało co.

    OdpowiedzUsuń
  11. O kurcze współczuję...U mnie takie koncerty są ale rzadko i tylko w lecie słyszę jak młodzież czasem urządza grilla...

    OdpowiedzUsuń
  12. Lata temu, miałam sąsiadkę, osobę schorowaną, mającą kłopoty "z głową"...i bardzo jej współczułam, ale kobieta była nieobliczalna...rzucała w sąsiadów garnkami z ziemniakami....wylewała ludziom wodę na głowę(z 4 piętra), a ponieważ mieszkała, na przeciwko mnie, zaczepiała moje mocno nieletnie wówczas dzieci. Więc dochodziło do słownych i nie tylko, przepychanek...Potrafiła stać z uchem przy moich drzwiach...o matko działo się wtedy, oj działo....

    OdpowiedzUsuń
  13. No pięknie... Ja teraz czekam jak ułożą się moje relacje z sąsiadami bo obok wybudowany został nowy dom a drugi po przeciwnej stronie ulicy zmienił właściciela...Najbardziej się boję hałasu i biegających z krzykiem dzieci...

    OdpowiedzUsuń
  14. Beato, niedługo to ja mogę zacząć sie tak zachowywać ;)
    Agato, u mnie niestety prawie co sobotę. Trzeba by od razu iść do sądu, złożyć pozew, a przedtem poświrować.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ty, ewentualnie, będziesz się tak zachowywać w słusznej sprawie :)
      ..Moja sąsiadka absolutnie nie miała powodów do takich "wygibasów"..bo to ona np. słuchała radia na tzw. full...słychać było trzy przecznice dalej..

      Usuń
    2. Każdy mnie usprawiedliwi, bo to będzie już desperacja totalna.

      Usuń
  15. Słyszałam o różnych cudach i złośliwościach sąsiadów z bloków i kamienic. Najdziwniejszą opowieść słyszałam od koleżanki, której ciotce ginęło jedzenie z kuchni. Trwało kilka lat, zanim przyłapała sąsiada, który się zakradał i zbierał jadło ze stołu. Robił to w takich porach i w taki sposób, że w głowę zachodzili, co jest. Swoją drogą straszne - ktoś wchodzi ci do domu...

    OdpowiedzUsuń
  16. Agato, no właśnie - hałas. U nas dzieciaki też biegają, czasem cała banda, ale to mi mało przeszkadza. Gorsi są dorośli, niestety.

    OdpowiedzUsuń
  17. Dziewuszki ja sobie podczytuję, ale się do kitu czuję aby paluchami klepać po klawiaturze, a i sensownego nic nie napiszę :) proszę o usprawiedliwienie :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Gabrysiu, a jak to możliwe? Chyba drzwi nie zamykała?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano, na początku nie, ale potem się okazało, że głodomór radził sobie wytrychem - kiedyś drzwi zamykało się dużym kluczem, a nie patentowym - łatwo było otworzyć.
      Sprawa ponoc skończyła sie spokojnie i polubownie - pan odkupił jakąś wielką ilość jedzenia i oddał. Może to był taki żarcio - kleptoman?

      Usuń
    2. A to cwaniaczek. Moze to i był jakiś żarcio - kleptoman, przeżył wojnę i mu sie klepki nie tak poukładały w tym temacie.

      Usuń
  19. Ilonko, Ty już kiedyś posta na ten temat napisałas :) a teraz to się kuruj.

    OdpowiedzUsuń
  20. O rany...U mnie ginie wszystko z podwórek nawet wiadra nie można zostawić...
    Z nowymi sąsiadami mogę mieć problem bo chcę kupić kury a to może przeszkadzać jeśli ktoś nie jest przyzwyczajony...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeżeli mieszkasz w mieście, to zawsze się znajdzie jakaś menda, której kury śmierdzą, albo gdaczą...

      Usuń
    2. To szybko je kup i wtedy już nic nie będą mogli powiedzieć ;) a wprowadzili się już?

      Usuń
  21. Wybaczcie, że zmienię na chwilę temat, ale pora późna i nigdzie ze zwierzem nie pojadę - co się daje kotu, który wymiotuje i robi rzadkie kupki. Na razie po pół dniowej diecie dałam do picia wode przegotowaną. Dawać jakieś leki, albo coś do jedzenia?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zostałabym przy wodzie. A co do leków, to nie wiem. Nasz kocur nie chciał nic jeść w takiej sytuacji, tylko wodę pił. Ale mogę się mylić.

      Usuń
  22. No i się okazuje, że sąsiedzi zza płotu, mogą być równie upierdliwi jak ci w bloku ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mogą, zwłaszcza, gdy są małe posesje i domy stoją dość blisko siebie.

      Usuń
  23. Dać kotu można tabletkę węgla albo kawałek sulfogłamidyny a jeśli nie przejdzie to do weta bo może się odwodnić...
    Jeszcze nie dom kończą...

    OdpowiedzUsuń
  24. Aaa, to ja bym szybciutko kupiła, niech się przyzwyczajają.

    OdpowiedzUsuń
  25. A teraz sąsiadka - idiotka kotlety wali na jutro :P a robi to z takim oddaniem, że nie wiem, co jej tam zostaje po takim trzaskaniu.
    Debile.

    OdpowiedzUsuń
  26. W tym roku nie dam rady bo dach w komórce się leje i grzędy i gniazda na jajka trzeba na spokojnie zrobić...Tak sobie myślę, że może im nie będą przeszkadzać bo na początek chcę kupić z 5 plus koguta

    OdpowiedzUsuń
  27. U mnie sąsiedzi z przeciwka w sumie w porządku są ale czasem zostawiają samochód pod domem na ulicy i jak ktoś przyjeżdża do mnie albo do mamy nie ma jak zaparkować a to często są chorzy ludzie i chodzić nie mogą...

    OdpowiedzUsuń
  28. Oj, z kogutem mogą być jaja. To znaczy dzięki niemu będą ;) ale jak zacznie piać o trzeciej rano, to niektórzy mogą sie burzyć.
    Z tym zostawianiem samochodu to jest plaga, niestety. Każdy ma conajmniej jeden, albo i wiecej, a potem się nie mieszczą.

    OdpowiedzUsuń
  29. Kotlety utłuczone, więc moze będzie spokój. Dzisiaj było już wszystko, można zacząć świętowanie niedzieli.
    Spokojnej nocki Wam życzę, powoli odpływam do spania, trochę po lasach dziś pochodziłam, buty zmoczyłam, trochę mnie to wszystko zmęczyło.
    Dobranoc :)

    OdpowiedzUsuń
  30. Sąsiedzi...
    Kiedyś było zupełnie inaczej, jeszcze jako dzieciak mogłam wyjść na ulicę, porozmawiać z dużo starszymi sąsiadkami, rodzice mogli być spokojni.
    A teraz?
    Mieszkają tacy, których strach się bać.
    Dzieciak lat 10, bluza z kapturem, dresy i się buja po wsi późną porą. Czy to jest normalne?! A jeszcze jakby potrafił wzrokiem zabijać, to koniec świata.
    Tylko patrzeć kiedy z pistoletem albo nożem na ulice wyjdzie... ;/

    OdpowiedzUsuń
  31. Na wielu jurajskich wsiach jest bardzo gęsta zabudowa - dom sklejony z domem, jeżeli równolegle do ulily, albo dosłownie 2 -3 metry od siebie, jeżeli prostopadle. Okazuje się, że nie wynika to tylko z wiekowych podziałów działek, które stawały się bardzo małe - to stało się dlatego, żeby sąsiad sąsiada nie podpalił! Podpalając dom sąsiada ryzykowałby swoim, a potem wszystkich innych. Najstraszniejsze w tej zabudowie jest to, że słychać każdą rozmowę na podwórku, a czasami i w domu (latem) i z całą pewnością poczujesz, co sąsiadka dziś gotuje na obiad.

    OdpowiedzUsuń